Czytam, oglądam, analizuje i chcę wyciągnąć jakieś wnioski i nic z tego. Tak jakbym stała przed ogromnym tabletem gdzie co sekundę przechodzi jakiś obraz i mam do niego dołączyć etykietę a same puste fiszki zostają mi w ręku bo nie wiem jak to nazwać.
Skoro tak to odczuwam to nie będę nazywać tylko jak gap będę patrzeć na dalsze obrazy bez rozmowy, wymiany wrażeń, brakuje rozmówców choć internetu używa jako nośnika tak dużo ludzi.
Ostatnio czytałam pytanie o treści: czy internet demoralizuje i doprowadza do błędnych osądów? Opinie w tej sprawie były różne ale przeważyło zdanie że przecież wszystko jest dla ludzi, umiejętność korzystania ze zdobyczy cywilizacji zależy od nas samych. Wczoraj natknęłam się całkiem przypadkiem na muzykę Theodorakisa skomponowaną do Greka Zorby i obejrzałam taniec dwóch mężczyzn po fiasku ich przedsięwzięcia, ich umiejętność adaptacji do nowej sytuacji i to tak proste pełne śmiechu skwitowanie ewidentnego niepowodzenia. Nie wiem czy umiemy jeszcze tak traktować sprawy różne czy stać nas na wybuch śmiechu w sytuacji trudnej ale w końcu nie ostatecznej.
Przypomnienie tego obrazu spowodowało u mnie ciepłe wspomnienie wielu takich zdarzeń kiedy niepowodzenia kwitowało się uśmiechem i szukało realnego z nich wyjścia.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz