Z drzewa spadał, liść gdy tak wirował unoszony lekkimi
podmuchami wiatru pomyślał jak cudownie, nareszcie zwiedzę świat cały. Wiatr
podsłuchał ten cichy monolog a humor miał kiepski skierował zachwyconego
przygodą podróżnika prosto w paszczę czarnego śmietnika. Liść nieświadom
miejsca ponurego czekał co będzie dalej a wiatr choć odleciał by dalsze czynić
sprawy myślał o liściu w złoto ubranym że powinien mieć lepsze widoki od śmietnikowego
brzucha. Wiedziony tą myślą wrócił do parku by oswobodzić z czeluści złoty liść
i nie potrafił znaleźć miejsca swego uczynku złego.
Liść tymczasem został oswobodzony ręką małą i znalazł
miejsce wśród wielu podobnych sobie podróżników, jego żywot został przedłużony
między kartkami starannie ułożonymi w kolekcji pewnej małej damy.
Jaki morał z tej przygody liścia się nasuwa, uważaj na wiatr
a choć złoto jest na tobie to trzeba amatora by z czeluści mieć szansę wyjść.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz