Zapadła nagła cisza, boleśnie raniąc swoją
ostatecznością,
słyszał
szum własnej krwi, przyśpieszone tempo bicia serca i krótki urywany własny oddech, coś w nim powodowało że jego ciało stanowczo sprzeciwiało
się zagrożeniu,
którego
wcale nie odczuwał. Zatrzymał się, opaska, którą miał
na głowie zacisnęła się jednocześnie ciągnąc
skórę na czubek głowy, poczuł jak cała skóra twarzy osłonięta nadal dziwną siatką ciągnie
się w stronę
czoła, chwycił za brodę pragnąc
powstrzymać działanie
jakiemu został poddany. Poczuł pod palcami rozwarstwienie, którego wierzchnia część pomimo przeciwdziałania była
ściągana
wraz z siatką spojoną
w całość z naskórkiem całej
powierzchni twarzy. Z rozpaczą złapał palcami za skórę policzków lecz rozpoczęty proces trwał nadal, szamotał się zakrywając dłońmi pozostałość procesu, który zakończył się mocnym odgłosem odrywania wraz z mocnym szarpnięciem w okolicy miejsca zwanym spojeniem czaszki. Oderwał ręce i spojrzał na dłonie, spodziewał się czerwieni opadającej kroplami lecz zobaczył
maskę własnej
twarzy patrzącej na niego czarnymi oczodołami gdzie w głębi miejsc na oczy przeplatały się pasma złota
i zieleni splecione ze sobą w warkocz zgodnych elementów. Usta wykrzywione groteskowo poruszały się jakby szukały sposobu na wydanie z siebie dźwięku. Osłupiony
odbywającym się
zdarzeniem stał, przyglądając się własnej
twarzy, trwało chwilę,
nie potrafił sobie poradzić z wizerunkiem siebie odsunął
się stąpając do tyłu,
potrzebował oprzeć
plecy by poczuć choć
jakieś oparcie lecz trafił na miękką
substancję muślinów będących ścianami korytarza. Został otulony i oddzielony od własnego
wizerunku trzymanego w dłoniach. Zamknął oczy, zgubił elementy, stracił racjonalność, gwałtownie
przytulił dłonie
do miejsca należnego twarzy na swojej głowie, z całą siłą
jaka mu pozostała przytrzymywał treść samego siebie do czaszki.
Biegł, ręce uniesione by trzymać własny wizerunek bolały go potwornie, biegł nie słyszał kroków, nie widział drogi, biegł niesiony przerażeniem, nieprzewidzianej możliwości
działań przeciw niemu w tym miejscu. Wiele
oczekiwał, tworząc
w swojej wyobraźni obraz będący wykładnią legend i plotek jakie słyszał, nagle uderzyła go myśl
że może
trafił w inne miejsce niż to, do którego się kierował.
Myśli przelatywały, biegł choć
czuł że jest u kresu swoich fizycznych możliwości nie zaprzestawał ucieczki.
Poczuł lekkie uderzenie w prawy bok, skierował się w lewo, ponownie coś dotknęło jego prawej strony, skręcał w lewo odpowiadając na ograniczenia z prawej strony, jego kroki stawały się coraz krótsze, zorientował się ze kręci
się wokół własnej osi potrącany w równych odstępach czasu przez jakieś ograniczenia. Stanął, zmęczenie
kazało mu usiąść,
znalazł miejsce by opaść do pozycji siedzącej lecz nogi musiał podciągnąć
pod brodę. Oparł
łokcie o kolana nie odrywając nadal dłoni od twarzy, bał się, bardzo się bał. Strach nie pozwalał mu na sen, ciekawość dręczyła skołataną
zdarzeniami głowę,
odczuwał zmęczenie, połapał
się że jest to jedyne co czuł a powinien przecież odczuwać
ból,
skoro zdarto mu maskę twarzy, lecz nie doświadczał oczekiwanych wrażeń.
Raptem
zdał
sobie sprawę że jest przenoszony, błędnik dawał mu sygnały że jego przestrzeń zmienia położenie, próba wyprostowania nóg nie powiodła się, był
zamknięty w przestrzeni wyznaczonej
gabarytami własnego ciała. Skoro się coś
dzieje z jego osobą to znaczy że dalej jest obiektem zainteresowania, pomyślał zapadając
w stan między snem i czuwaniem, choć szansę reakcji miał ograniczoną całkowicie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz