piątek, 5 września 2014

Złość i nieracjonalne zachowanie spowodowały że przystanął, szaleństwo pomyślał nie pogodzony z obojętnością jaka spotykała jego, człowieka, ze strony mieszkańców, których widział. Gwałtownie usiadł, zrozumiał że każde spotkanie jakie udało mu się odbyć stanowiło dla tamtych poświadczenie że jest agresorem, nie złe określenie, nieobytym, ale nie wiedział z czym? Szlag, ale on tylko pragnie, jak przekazać pragnienie poznawcze gdy de facto działania można odczytać jak działania dzikusa  z jego świata. Poczuł gwałtowne drganie całej twarzy, tkanina mocniej przywarła do policzków i czoła, bezwiednie podrapał się po policzku i poczuł ciepło, na piasku zastawiła czerwony ślad, jedna kropla, druga, patrzył na czerwień zamieniającą się w brąz, nie dotykał więcej twarzy choć przeżywał katusze świądu. Podniósł głowę słysząc, w koronach wielkich drzew wyraźny szelest, długo obserwował ciemnozielone liście lecz nie wiedział jak powstał chwilowy zamęt pośród koron drzew. Wstał, zapragnął wrócić do korytarza, który go tu przywiódł, przynajmniej nic go nie zaskoczy. Potrzebował odpocząć, spać, jak dotąd w tym działaniu mu nie przeszkadzano. Przeszedł kilka kroków cofając się drogą szaleńczego biegu okraszonego krzykiem, gdy ujrzał między pniami prześwit pomarańczowego światła, przypominało zachód słońca nad oceanem, wzruszył ramionami, romantyk się ze mnie robi, co za bzdura, lecz światło na tyle go zainteresowało że skierował się w kierunku poświaty. Idąc zauważył zmianę, ciemność kroczyła za nim, gdy spojrzał przez ramię nie widział niczego, przyśpieszył, uderzył kolanem w coś chropowatego lecz nie przewrócił się, prawie biegł, przerażenie jakie go ogarnęło  było emocją nieznaną i paskudną. Przyśpieszył krąg światła był za następnym pniem, dotknął ręką mijane drzewo, poczuł pod palcami kurczącą się jak skórę tkankę, była ciepła. Odskoczył i znalazł się w miejscu oświetlonym lampionem zawieszonym dokładnie po środku miejsca ograniczonego wypukłymi powierzchniami, które miały na sobie jakieś oblicze, twarz pokazaną w różnych stanach emocji, portrety były wielkie by je zobaczyć musiałby wyjść po za krąg światła a tego się obawiał, nie rozumiał co powodowało że się bał, czuł się jak żaba poruszana elektrowstrząsami, lecz żaba była nieboszczykiem a on chyba nie. Odwrócił się od wizerunków patrząc w kierunku drogi, którą przyszedł, skup się, żadnych błędów, spokój, pokiwał głową, dotarło do niego że te twarze to był on sam, och nie, zdeterminowany, powolnym ruchem obrócił się w stronę oświetlonej ekspozycji własnych portretów, poczuł jak po plecach płynie mu lód mrożąc logiczny osąd sytuacji, nie oczekiwał konfrontacji z samym sobą.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz