sobota, 6 września 2014

Stał z opuszczoną głową czując, siłę wzroku patrzących na niego kreacji siebie i zastanawiał się czemu to wszystko służy, zdarzenia układały się w ciąg obrazów realizowanych tylko dlatego że zdołał reagować na czyjeś zamierzenia idąc coraz dalej w odsłony rzeczywistości, do której wtargnął. Poczuł przypływ złości wyzwolonej całkowitą bezradnością sytuacji w jakiej się znalazł, podniósł głowę, wyprostował się zdecydowanym krokiem skierował się pod ogromny lampion by wyraźnie obserwować co dalej będzie się działo? Ogromne wizerunki spłynęły z zajmowanych powierzchni tworząc wokół niego krąg fantomów jego własnej postaci ale naturalnych wymiarów, dalej wykonywały ruch obrotowy wokół osi, raz widział twarze, raz plecy. Policzył swoje powłoki i okazało się że występuje w 12 odsłonach, przeleciało mu przez głowę że tutaj również stosują schematy, lecz to chyba on sam nie potrafił wyjść po za ramy wpojone od dzieciństwa. Skupił się na patrzeniu nigdzie i oczekiwał na zmianę, gest skierowany do siebie od kreatorów inscenizacji, którą przygotowano dla niego, chyba dla niego? Stał długo, oczy zaczęły go piec, plecy boleć, sprawdzian, test ale sam narzucił sobie ten rygor, westchnął nie ma tutaj ludzi by reagowali na podobne zachowania, usiadł a w końcu położył się pod wielką lampą i pomyślał że z takimi strażnikami nic mu się nie stanie. Chwila spokoju jaka ogarnia przed zamknięciem oczu do snu podziałała jak balsam dla spiętego ciała. Nie zdążył przejść w fazę snu, gwałtowny chłód podziałał jak stymulator, otworzył oczy i zerwał się na nogi. Fantom zabarwiony na szarobiały kolor emanował zimnem, które oszroniło całą odległość jaka dzieliła wizerunek od pierwowzoru, usłyszał:
- nie czas na sen;
Głos mówiący ledwo zrozumiałą kwestię był obarczony jakimś wytłumieniem, był matowy i płaski bez emocji. Pomyślał że podobnie mówią ludzie głusi, budując mowę, której nie mogą słyszeć. Zimno dotarło do skóry powodując dreszcze, zacisnął usta by nie stukać zębami lecz nie zdążył na czas i przygryzł sobie język, ciepło krwi wypełniło wnętrze ust i spłynęło do gardła rozgrzewając go do palców nóg. Spojrzał w stronę repliki i powiedział:
- to zacznijmy to, na co przyszedł czas;
Nie przebrzmiały słowa gdy usłyszał szmer wzbierający z każdej strony  kierujący się na niego, myśl nie daj się prowokować, zauważył że jego wizerunki tracą klarowność i ich sylwetki rozmywają się w kłębach jakiegoś żółtego oparu zmierzającego w jego kierunku ze wszystkich stron, poczuł się jak śliwka na kopcu z budyniu, zdumiało go skojarzenie, zaczął się śmiać, głośno śmiać. Usłyszał jak jego głos odbija się od zbliżającej się ściany wielokrotnie powtórzony w różnych tonacjach jakby się śmiał tłum wielu osób kobiet, mężczyzn i dzieci. Zamilkł a pogłos trwał nadal jakby ochota na śmiech powstawała  coraz dalej od miejsca gdzie stał. Zbliżająca się coraz bardziej ruchoma masa nie przerażała go oczekiwał że go utuli i pozwoli zebrać myśli.
                                                                                                                                                                               

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz