Stał z opuszczoną głową czując, siłę
wzroku patrzących na niego kreacji siebie i
zastanawiał się
czemu to wszystko służy, zdarzenia układały się
w ciąg obrazów realizowanych tylko dlatego że zdołał reagować
na czyjeś zamierzenia idąc coraz dalej w odsłony rzeczywistości, do której wtargnął. Poczuł
przypływ złości wyzwolonej całkowitą
bezradnością
sytuacji w jakiej się znalazł,
podniósł głowę,
wyprostował się
zdecydowanym krokiem skierował się
pod ogromny lampion by wyraźnie obserwować co dalej będzie się
działo? Ogromne wizerunki spłynęły z zajmowanych powierzchni tworząc wokół
niego krąg fantomów jego własnej
postaci ale naturalnych wymiarów, dalej wykonywały
ruch obrotowy wokół
osi, raz widział twarze, raz plecy. Policzył swoje powłoki i okazało się że występuje
w 12 odsłonach, przeleciało mu przez głowę
że tutaj również
stosują schematy, lecz to chyba on sam nie
potrafił wyjść
po za ramy wpojone od dzieciństwa. Skupił się na patrzeniu nigdzie i oczekiwał na zmianę, gest skierowany do siebie od kreatorów inscenizacji, którą przygotowano dla niego, chyba dla
niego? Stał długo,
oczy zaczęły go piec, plecy boleć, sprawdzian, test ale sam narzucił sobie ten rygor, westchnął
nie ma tutaj ludzi by reagowali na podobne zachowania, usiadł a w końcu położył się
pod wielką lampą
i pomyślał
że z takimi strażnikami nic mu się nie stanie. Chwila spokoju jaka
ogarnia przed zamknięciem oczu do snu podziałała jak balsam dla spiętego ciała. Nie zdążył przejść
w fazę snu, gwałtowny chłód podziałał jak stymulator, otworzył
oczy i zerwał się
na nogi. Fantom zabarwiony na szarobiały kolor emanował zimnem, które oszroniło całą
odległość jaka dzieliła wizerunek od pierwowzoru, usłyszał:
-
nie czas na sen;
Głos mówiący ledwo zrozumiałą kwestię był
obarczony jakimś wytłumieniem,
był matowy i płaski bez emocji. Pomyślał że podobnie mówią
ludzie głusi, budując mowę, której nie mogą słyszeć.
Zimno dotarło do skóry powodując dreszcze, zacisnął usta by nie stukać zębami lecz nie zdążył na czas i przygryzł sobie język, ciepło krwi wypełniło
wnętrze ust i spłynęło do gardła rozgrzewając go do palców nóg. Spojrzał w stronę repliki i powiedział:
-
to zacznijmy to, na co przyszedł czas;
Nie
przebrzmiały słowa
gdy usłyszał
szmer wzbierający z każdej
strony kierujący się na niego, myśl nie daj się prowokować, zauważył że jego wizerunki tracą klarowność i ich sylwetki rozmywają się w kłębach
jakiegoś żółtego oparu zmierzającego w jego kierunku ze wszystkich
stron, poczuł się
jak śliwka na kopcu z budyniu, zdumiało go skojarzenie, zaczął
się śmiać,
głośno śmiać. Usłyszał
jak jego głos odbija się od zbliżającej
się ściany wielokrotnie powtórzony w różnych tonacjach jakby się
śmiał
tłum wielu osób kobiet, mężczyzn i dzieci. Zamilkł
a pogłos trwał
nadal jakby ochota na śmiech powstawała coraz dalej od
miejsca gdzie stał. Zbliżająca się coraz bardziej ruchoma masa nie
przerażała go oczekiwał że go utuli i pozwoli zebrać myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz