piątek, 19 września 2014

Spotkało go rozczarowanie, zobaczył jak ciemny kształt przedziera się przez budyniowe opary, szybkość poruszającego się obiektu pozbawiła go możliwości reakcji. Został uderzony w pierś drewnianym przedmiotem przypominającym wiosło, uderzenie było tak mocne że zaparło mu dech, zwinął się opadając na kolana, gwałtownie zagarnął ustami powietrze, uderzenie odczuł bólem. Gwałtownie złapał się za obolałe miejsce by je rozmasować, wyczuł pod palcami że nie doznał niczego więcej, kaszląc wstał na nogi. Żółty opar pochłonął całą przestrzeń dokoła lecz mógł wreszcie zdobyć coś materialnego, sprawdził stopą gdzie upadł przedmiot, bez namysł schylił się i podniósł rzecz, którą go zaatakowano. Drewno, a cóż mogło być innego? Gładkie, przeciągnął opuszkami palców po powierzchni, niemożliwe, a jednak czuł że poddaje się jego działaniom, zajęty sprawdzaniem trzymanego przedmiotu nie zauważył zmian zachodzących w miejscu gdzie przebywał. Budyniowy opar pokrył sobą całą przestrzeń oświetloną nadal przez lampion, w zetknięciu z podłożem stracił swoją barwę na rzecz beżowych piasków i zielonych traw pozostawiając gdzieniegdzie wstęgi żółci podobnej do oznak chorobowych. Nie przejął się specjalnie tą zmianą, mocno ścisnął trzymany przedmiot i poczuł jak  palce wtapiają się w strukturę ugniatanej materii. Zaczął gwałtownie machać dłońmi by pozbyć się lepiszcza lecz okazało się że jest to niemożliwe, został wyposażony w twardniejące z każdą chwilą jakby rękawice, przypominające bardziej łopatki gdzie jego własne dłonie stanowiły stwardniałą powierzchnię do pracy. Odebrano mu możliwość wykorzystywania rąk w sposób jaki był przypisany jego gatunkowi. Patrzył z obrzydzeniem na niechciany dar. Lampa zaczęła tracić swój blask, zmniejszając krąg oświetlonej wokół człowieka powierzchni, w końcu pozostał tylko punkt wyznaczany postacią stojącą pod lampą, dłonie miał unieruchomione w pancerzu, który nie pozwalał na żaden ruch, nawet  palcem, przyszło mu do głowy że może będzie poddany jakieś siłowej konfrontacji, nie tego oczekiwał rozpoczynając przygodę życia.

Zapadły ciemności, jedynym oświetlonym miejscem był czubek jego głowy, co powodowało że kaskada światła ograniczała mu znacznie podgląd w czarność przed nim, ręce obarczone krępującym pancerzem zaczęły mu ciążyć, usiadł,  oparł dłonie o kolana. Opuścił głowę skutecznie ocieniając miejsce, które pragnął obejrzeć , poczuł się dziwnie, jakaś przekorna świadomość sukcesu nie dawała mu spokoju, chyba nie oszalałem, dialog wewnętrzny dawał możliwość odniesień i analizy dotychczasowych zdarzeń. Wzruszył ramionami, wszystkie swoje niepewności znał, głupotę pokrywał brawurą, marzenia mieszał z koniecznościami lecz jak w większości dotychczasowych wypadków nic strasznego go nie spotkało. Myśli tłukły się falami optymizmu i stoickiego oczekiwania na dalszy ciąg, lecz gdzieś w głębi zaczął odczuwać rozwijający się strach, tłumił go skutecznie jak dotąd, lecz gdy czekanie na zmiany przedłużało się, czuł jego stałą obecność. Zamknął wieko niepokojów, wewnętrznie zmusił się do wyciszenia, nadeszła pora by ruszyć dalej. Ciemności wokół miały oddech pustki czającej się gdzieś, pomimo tego wstał, nie pomny sygnałów intuicji ruszył w dalszą wędrówkę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz