Szedł, światło
za jego plecami pozostało punktem, rozmazanym punktem w ciemnościach, pamiętał
że powinien dojść do plaży nad ogromem szafirowej cieczy,
uznanej przez niego za ocean, lecz nie zmoczył
nóg
tylko szedł po płaskiej,
niczym nieograniczonej powierzchni. Zatrzymał
się, dłonie
ciążyły mu coraz bardziej, nagle opadł na kolana, uniósł do góry prawą
rękę, gwałtownie
uderzył w powierzchnię, którą miał
pod stopami. Poprzez buty poczuł wibrację,
delikatną, przypominającą drganie powietrza po uderzeniu serca
w kielichu dzwonu lecz nie było nic słychać. Powtórzył cios drugą ręką, delikatny ledwo słyszalny dźwięk
rozchodził we wszystkich kierunkach od miejsca
zetknięcia z jego dłońmi. Nasłuchiwał brzmienia, nie słyszał
dotąd podobnych dźwięków, usiadł wygodnie, wyciągając przed siebie nogi i ponownie uderzył w podłoże, dźwięki jakie wydobywał uderzając
rytmicznie rękami zachwyciły go swoją niesłychaną głębią
i kolorytem, chłonął
to niespodziewane piękno zachwycony tworzoną w ciemnościach melodią. Oddał się
całkowicie tworzeniu rytmu choć czuł zmęczenie,
trwał w akcie tworzenia dialogu bo
zrozumiał że ma szansę w ten sposób dotrzeć do znalezienia wyjaśnienia i spełnienia założeń, które pchnęły
go do poszukiwania potwierdzenia słów mających
podobno wielowiekową historię.
Dźwięki nie znikały lecz powracały do niego w coraz bardziej złożonej formie jakby odbijały się i nakładały nie tracąc żadnego
akordu, powstałego w trakcie wybijania rytmu przez
siedzącego człowieka,
siła nawracającej muzyki spowodowała że
przestał uderzać
w powierzchnię, położył się
na plecach, słuchując
opadających i unoszących się w przedziwnych frazach dźwięków, zamknął oczy, muzyka wypełniała każdą część przestrzeni wokół niego, miał wrażenie
pływania w dźwiękach. Nic nie zakłócało
harmonii jaka spowiła go kokonem spokoju, zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz