niedziela, 5 października 2014

Biegł, wpadał do pomieszczeń i szybko je opuszczał, nie było drzwi, same wycięte w ścianach otwory. Nie słyszał własnych kroków, jedynym przewodnikiem po wolnych miejscach wśród ścian była melodia, jak szum lekkiego wiatru bardziej odczuwany na skórze niż dający się usłyszeć. Rozpoznał rytm, nie tak dawno uderzając zdeformowanymi dłońmi wysłał go jak sygnał w przestrzeń, której końca nie mógł zobaczyć. Skoro wróciła, złapał się jej drgania i nie chciał jej już zgubić.
Otworzył nagle oczy, otaczała go seledynowa poświata, przeplatana złocistymi smugami, których zwiewne końce wykonywały taniec zgodny z rytmem wyznaczanym brzmieniem, które otaczało go z każdej strony, tkwił w centrum spektaklu koloru i muzyki. Poczuł przypływ otuchy jakby sam udział w pokazie  gwarantował mu wyjaśnienie, którego szukał.
Chwilę stał obserwując zmiany zachodzące w scenerii, której był elementem, zrobił krok, nie miał on żadnego wpływu na odbywający się pokaz. Wolnym krokiem bacznie obserwując otoczenie skierował się w miejsce, gdzie było więcej złota niż seledynu. Idąc, zarejestrował zmianę w rytmie przewodniej melodyki, zabrzmiały dźwięki dające mocny dysonans do poprzedniej harmonii. Obce wibracje i frazy zdominowały całą strukturę melodyczną, kalecząc swoim krzykiem zmysł słuchu człowieka. Bezwiednie złapał się za uszy pragnąc osłonić dłońmi kakofonię dźwięków lecz sztywne i ciężkie dłonie nie pozwoliły na spodziewaną ulgę. Cierpiał, muzyka nie miała w sobie niczego znanego, była chropowata, o bardzo niskich tonach, poczuł spływający po szyi płyn, jego uszy nie wytrzymały siły dźwięków. Pomimo odczuwanego bólu, biegł do skupiska złota, nie zauważył że seledyn zniknął a jego miejsce zajęła jaskrawa zieleń, opar wokół niego przypominał gęstą mgłę, poczuł jak delikatnie coś powstrzymuje go w biegu do celu, gwałtownym szarpnięciem wyswobodził się i dalej podążał w wyznaczonym sobie kierunku. Pomimo ogromnego wysiłku złota plama nie przybliżała się do niego, świadomość że trafił w miejsce gdzie zmagają się jakieś siły i to on jest źródłem wysiłków podejmowanych przez? Dodała mu siły, przycisnął dłonie do piersi i biegł, wiedział że rozstrzyga właśnie teraz, swoje możliwości w tym pokręconym miejscu.
Jeszcze krok, dotknął stopą złotego kręgu, jakaś siła chwyciła go, oderwała jego stopy od podłoża, unosząc wysoko, zwiesił głowę. Patrząc w dół, zwątpił w realność obrazu, zieleń zamieniła się w rodzaj tworu o wielu ramionach jak konary starych bezlistnych drzew, wyciągających się w jego kierunku i opadających gwałtownie wywołując odbarwienia zieleni w postaci ogromnych pręg odbijających się barwą bieli zabarwionej fioletem, całość drgała, zapadała się i wznosiła do góry jak oszalały uderzeniem tsunami ocean.

Spojrzał w górę, zrozumiał że jest unoszony za kark, poczuł się głupio lecz nie wykonał żadnego ruchu, każdy gest chroniący jego fizyczne ciało odbierał jak pomoc, choć nie wiedział nadal jak dalece jest komuś potrzebny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz