Biegł, wpadał do pomieszczeń i szybko je opuszczał,
nie było drzwi, same wycięte w ścianach otwory. Nie słyszał własnych
kroków,
jedynym przewodnikiem po wolnych miejscach wśród ścian
była melodia, jak szum lekkiego wiatru
bardziej odczuwany na skórze niż dający
się usłyszeć. Rozpoznał rytm, nie tak dawno uderzając zdeformowanymi dłońmi wysłał go jak sygnał w przestrzeń, której końca nie mógł zobaczyć.
Skoro wróciła, złapał
się jej drgania i nie chciał jej już zgubić.
Otworzył nagle oczy, otaczała go seledynowa poświata, przeplatana złocistymi smugami, których zwiewne końce wykonywały taniec zgodny z rytmem wyznaczanym
brzmieniem, które
otaczało go z każdej strony, tkwił w centrum spektaklu koloru i muzyki.
Poczuł przypływ
otuchy jakby sam udział w pokazie gwarantował mu wyjaśnienie, którego szukał.
Chwilę stał obserwując zmiany zachodzące w scenerii, której był
elementem, zrobił krok, nie miał on żadnego wpływu na odbywający się
pokaz. Wolnym krokiem bacznie obserwując otoczenie skierował się w miejsce, gdzie było więcej złota
niż seledynu. Idąc, zarejestrował zmianę
w rytmie przewodniej melodyki, zabrzmiały dźwięki dające mocny dysonans do poprzedniej
harmonii. Obce wibracje i frazy zdominowały całą
strukturę melodyczną, kalecząc swoim krzykiem zmysł słuchu człowieka.
Bezwiednie złapał
się za uszy pragnąc osłonić
dłońmi kakofonię dźwięków lecz sztywne i ciężkie dłonie nie pozwoliły na spodziewaną ulgę.
Cierpiał, muzyka nie miała w sobie niczego znanego, była chropowata, o bardzo niskich tonach, poczuł spływający
po szyi płyn, jego uszy nie wytrzymały siły dźwięków. Pomimo odczuwanego bólu, biegł
do skupiska złota, nie zauważył że seledyn zniknął a jego miejsce zajęła jaskrawa zieleń, opar wokół
niego przypominał gęstą mgłę, poczuł
jak delikatnie coś powstrzymuje go w biegu do celu, gwałtownym szarpnięciem wyswobodził się i dalej podążał w wyznaczonym sobie kierunku. Pomimo
ogromnego wysiłku złota
plama nie przybliżała się
do niego, świadomość
że trafił
w miejsce gdzie zmagają się
jakieś siły
i to on jest źródłem wysiłków podejmowanych przez? Dodała mu siły, przycisnął dłonie do piersi i biegł, wiedział że rozstrzyga właśnie teraz, swoje możliwości w tym pokręconym miejscu.
Jeszcze
krok, dotknął stopą
złotego kręgu,
jakaś siła
chwyciła go, oderwała jego stopy od podłoża, unosząc
wysoko, zwiesił głowę. Patrząc w dół, zwątpił
w realność obrazu, zieleń zamieniła się
w rodzaj tworu o wielu ramionach jak konary starych bezlistnych drzew, wyciągających się
w jego kierunku i opadających gwałtownie
wywołując
odbarwienia zieleni w postaci ogromnych pręg odbijających się barwą
bieli zabarwionej fioletem, całość drgała,
zapadała się
i wznosiła do góry jak oszalały uderzeniem tsunami ocean.
Spojrzał w górę, zrozumiał że jest unoszony za kark, poczuł się głupio
lecz nie wykonał żadnego ruchu, każdy gest chroniący jego fizyczne ciało odbierał jak pomoc, choć nie wiedział nadal jak dalece jest komuś potrzebny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz