Złoty krąg był
jak przeźroczysta rura windy, mknącej do góry unoszącą jego osobę coraz wyżej. Rozpostarł ręce by zmienić swoją pozycję
i dotknął ograniczającej go od przestrzeni powierzchni, jego palce uwięzione w stwardniałej skorupie odzyskały możliwość
działania. Pokrywa pękła pod wpływem
otarcia się o powierzchnię jakiej się nie spodziewał napotkać, pękające warstwy i kawałki opadały
w dół poza jego stopy pędząc na spotkanie pozostawionej szalejącej masy nie wiedzieć czego. Spojrzał na dłonie, zostały pozbawione paznokci lecz nie odczuwał bólu. Skóra miała odcień
złotawy a jej struktura była niezadowalająco gładka,
pozbawiona każdego szczegółu jaki znał, były
to jego ręce lecz obciągnięte jakimś
tworzywem, które
idealnie przywierało nie ograniczając wszystkich wrażliwości
lecz nie miało nic wspólnego z lateksowymi rękawiczkami. Dotknął palcem do twarzy i zobaczył strukturę dotykanego miejsca. Wyposażono jego palce w czułość mikroskopu elektronicznego, dotknął oka i otrzymał obraz jego wnętrza, nie był zachwycony dalszymi możliwymi odkryciami, postanowił siebie nie dotykać.
Poczuł lekkie szarpniecie, już
nie poruszał się
pionie tylko w poziomie, jego środek transportu wyraźnie zwalniał, choć
nie wiedział co stanowi koniec jego podróży, właśnie dobiegła ona końca, poczuł się jak na zjeżdżalni w aqua parku zsunął się i gdzieś
wylądował,
nie był to basen z wodą lecz pomieszczenie wyposażone
w krzesło, na którym siedział, które ograniczone było czterema ścianami wyposażonymi w odrzwia jednak nie zamknięte drzwiami. Oparł pięty
o drążek pod siedliskiem wsparł łokcie o kolana i już miał złożyć głowę we własne dłonie
gdy przypomniał sobie co potrafią jego palce, zrezygnował.
Źle przyjął
nową szykanę,
zwiesił głowę, rozsunął nogi i odbijając się od krzesła skoczył na spotkanie podłogi, nie poczuł żadnego oporu, zapadł się w miękką strukturę, która go nie pochłaniała tylko obejmowała jak śpiwór. Rozluźnił się, choć
nie był skłonny
do dalszych działań, rozrzucił ramiona i próbował uchwycić
strzępek otaczającej go materii jednak palce napotykały pustkę, choć
każdy ruch znaczył otoczenie ciemnym szlakiem dokonań. Odkrycie, pchnęło go do działań, narysował kreskę, pozostała przed nim by po chwili otrzymać odbicie o zielonkawym odcieniu. Patrzył na oba znaki, gwałtownie wytarł zielonkawy, jego ciemna kreska zakończyła również
swój
byt w tej przestrzeni. Pomyślał,
może i zaczął
tworzyć obrazy wszystkiego co przyszło mu do głowy a replikant dodawał zielone odbicia każdej jego pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz