niedziela, 18 maja 2014

Czuł napór, oblegającej go wilgoci ale nie był mokry, pomyślał że dalej tak nie powinien trwać. Wewnętrzny impuls skłaniał go do działania ale komfortowa jak dotąd po za bólem sytuacja skłaniała go do dalszego trwania na skrawku oparcia jakie miał pod swym ciałem i oddawania się kontemplacji masy chmur nie chmur krążących dokoła niego. Były inne od tych  znanych oglądach w chwilach gdy nie był zmuszony do oglądania własnych butów, o nie czuł bólu, uprzytomnił sobie ten fakt i zamiast poczuć ulgę, skulił się jakby w obawie że spotka go coś następnego, nieprzyjemnego ale w sumie dlaczego? Rozluźnił się ponownie, rozciągnął i gwałtownie usiadł. Poczuł gwałtowną potrzebę, ucisk spowodował że kucnął i rozpaczliwie zaczął patrzeć gdzie może skalać swój azyl jak najbardziej ludzką potrzebą uwolnienia pęcherza. Miał przekonanie, jasność że od jego zachowania coś zależy, ale co miał zrobić? Desperacja skłoniła go do szybkiego tworzenia dołka w piasku, na którym dotąd leżał, kopał jak oszalały, rozejrzał się dookoła siebie i zaczął pozbywać się nadmiaru wody z organizmu. Ulga jaką poczuł przeobraziła się w strach gdy zobaczył że oddawany mocz niszczy jego lokum. Otwór powiększał się coraz bardziej i mężczyzna musiał zdecydować czy pozostać na kurczącym się kawałku zajmowanym dotąd czy, co? Zostało mu już tylko oparcie na stopy, wyprostował się i obrócił by zobaczyć czy za jego plecami nie na czegoś poza kłębami oparu przypominającego chmury. Niestety otaczała go różnobarwna, wielopoziomowa sfera płynących we wszystkich kierunkach strzępów różnej wielkości mgły czy czegoś co przypominało mu coś co umiał nazwać.  Patrzył ze zdumieniem na różnorodność kształtów i szybkości z jaką te twory przenikały przez siebie nie zmieniając swych kształtów jakby nie znajdowały się w tym samym miejscu i czasie jednocześnie.

Zakołysał się i z rozpaczą stwierdził że jego pięty mają podparcie a palce już nie, delikatnie przesunął stopy do tyłu i poczuł że spada. Zamiast się bać ogarnęła go fascynacja i przestał walczyć o  cokolwiek, nie spadał coraz szybciej tylko w tempie przemieszczającej się mgły. Bezwiednie chwycił przepływający obłok i poczuł uchwyt, zwarł palce i dosiadł oparu jak rumaka. Przeleciało mu przez głowę że wcześniej na to nie wpadł gdy został gwałtownie podrzucony go góry i poszybował na następny obłok. Wyznaczony kierunek nic dla niego nie znaczył, podrzucany i strącany wędrował do góry. Nie zastanawiał się, jedynym co stanowiło dla niego zadanie było odkrycie po co jest kierowany w jakieś miejsce. Wędrówka zaczęła go męczyć, ponownie urwał kawałek strzępu obłoku by zasilić swój głód lecz nie mógł uzyskać spodziewanego efektu, opar nie podlegał żadnym nawet wyszukanym działaniom nie dawał się szarpać, pić a o gryzieniu nie było mowy. Zrezygnował z jedzenia ale odpocząć musiał, bez namysłu położył się na chmurze, którą miał pod sobą, przyjęła go, otuliła i zabrała w podróż nie wiadomo dokąd. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz