Czuł napór, oblegającej go wilgoci ale nie był mokry, pomyślał
że dalej tak nie powinien trwać. Wewnętrzny impuls skłaniał go do działania ale komfortowa jak dotąd
po za bólem
sytuacja skłaniała
go do dalszego trwania na skrawku oparcia jakie miał pod swym ciałem i oddawania się kontemplacji masy chmur nie chmur krążących dokoła niego. Były inne od tych
znanych oglądach w chwilach gdy nie był zmuszony do oglądania własnych
butów,
o nie czuł bólu, uprzytomnił sobie ten fakt i zamiast poczuć ulgę, skulił
się jakby w obawie że spotka go coś następnego,
nieprzyjemnego ale w sumie dlaczego? Rozluźnił
się ponownie, rozciągnął i gwałtownie
usiadł. Poczuł
gwałtowną
potrzebę, ucisk spowodował że kucnął
i rozpaczliwie zaczął patrzeć
gdzie może skalać
swój
azyl jak najbardziej ludzką potrzebą
uwolnienia pęcherza. Miał przekonanie, jasność że od jego zachowania coś zależy, ale co miał zrobić? Desperacja skłoniła go do szybkiego tworzenia dołka w piasku, na którym dotąd leżał, kopał jak oszalały, rozejrzał się
dookoła siebie i zaczął pozbywać się
nadmiaru wody z organizmu. Ulga jaką poczuł
przeobraziła się
w strach gdy zobaczył że oddawany mocz niszczy jego lokum.
Otwór
powiększał
się coraz bardziej i mężczyzna musiał zdecydować czy pozostać na kurczącym się kawałku
zajmowanym dotąd czy, co? Zostało mu już tylko oparcie na stopy, wyprostował się i obrócił
by zobaczyć czy za jego plecami nie na czegoś poza kłębami oparu przypominającego chmury. Niestety otaczała go różnobarwna,
wielopoziomowa sfera płynących
we wszystkich kierunkach strzępów różnej
wielkości mgły
czy czegoś co przypominało mu coś co umiał
nazwać.
Patrzył ze zdumieniem na różnorodność kształtów i szybkości z jaką te twory przenikały przez siebie nie zmieniając
swych kształtów jakby nie znajdowały się
w tym samym miejscu i czasie jednocześnie.
Zakołysał się
i z rozpaczą stwierdził że jego pięty mają podparcie a palce już nie, delikatnie przesunął
stopy do tyłu i poczuł że spada. Zamiast się bać ogarnęła
go fascynacja i przestał walczyć
o cokolwiek, nie spadał coraz szybciej tylko w tempie przemieszczającej się mgły.
Bezwiednie chwycił przepływający obłok i poczuł uchwyt, zwarł palce i dosiadł oparu jak rumaka. Przeleciało mu przez głowę
że wcześniej
na to nie wpadł gdy został gwałtownie podrzucony go góry i poszybował na następny obłok.
Wyznaczony kierunek nic dla niego nie znaczył,
podrzucany i strącany wędrował do góry. Nie zastanawiał się,
jedynym co stanowiło dla niego zadanie było odkrycie po co jest kierowany w jakieś miejsce. Wędrówka zaczęła
go męczyć,
ponownie urwał kawałek
strzępu obłoku
by zasilić swój głód lecz nie mógł uzyskać
spodziewanego efektu, opar nie podlegał żadnym nawet wyszukanym działaniom nie dawał się
szarpać, pić
a o gryzieniu nie było mowy. Zrezygnował z jedzenia ale odpocząć
musiał, bez namysłu położył się
na chmurze, którą miał pod sobą,
przyjęła go, otuliła i zabrała w podróż nie wiadomo dokąd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz