Nie mógł się ruszyć
choć bardzo pragnął opuścić
to dziwne miejsce, zaczął obserwować refleksy na podłodze gdy zobaczył twarz jakiejś kobiety szarpanej przez dwie kobiety
o kształtach zdeformowanych wiekiem i złością,
obserwowana scena zanikła i zobaczył siebie idącego obrzeżem drogi , po której jeździły
pojazdy tak szybko że widział
tylko smugi zarysów gdy go mijały. Nagle z podłogi podniosła się
większa smuga przybierając postać chłopca,
znowu to był on, przypomniał sobie, szukał swojego psa, którego zabrano mu bo ktoś się upomniał
o kurę, którą ponoć
zadusił i pożarł. Zabolało, ponownie w głowie eksplodowało mu wspomnienie łez i żalu po stracie ciepła i spojrzenia spokojnych oczu. Wzbierała w nim złość, przestał spoglądać
na dalsze rozgrywające się
obrazy i gwałtownie poderwał nogę co spowodowało że upadł
jak bezwładna kłoda
na drewniane deski i w tej pozycji dalej oglądał dziwny zielono zabarwiony świat
projekcji własnych wspomnień.
Zrobiło się ciemno pewnie skończył się
dzień, wraz ze zwiększającą się
szarówką poczuł że przymus mija, usiadł, stanął na nogi i zdecydowanym krokiem
podszedł do sprawcy jak myślał swoich nieprzyjemnych przeżyć. Złapał za kant stolika i gwałtownie
odrzucił go na środek
sali ruch ten spowodował że mężczyzna
wsparł się
na lasce by nie spaść z ławy.
Głowa pochyliła mu się do przodu i kapelusz spadł na podłogę
obnażając
łysą
czaszkę pozbawioną skóry, widok był ohydny, odskoczył od dziwnej postaci, zbalansował ciałem i postanowił wyjść.
Miał dość, usłyszał kroki od lady, zobaczył
kobietę podbiegającą do gościa
z laską, chwyciła
go i delikatnie posadziła na ławie
jednocześnie nakładając kapelusz. Spojrzała na niego z wyrzutem poczuł się zażenowany
i winny. Tego się nie spodziewał, pokręcił
głową
ale kobieta była wściekła i patrzyła na niego z wyrazem niemej pretensji
jakby nie spełnił
jej oczekiwań i spowodował większy problem.
Poczuł nagle powiew wiatru, otworzył oczy, chmury nie
były już
wysoko nad nim tylko otulały go z każdej strony wyczuwalną delikatnością wilgotnej miękkości. Wspomnienia odpłynęły w niebyt, usiadł, poczuł
ogromne pragnienie, niewiele myśląc chwycił
palcami strzep chmury i zrobił z niego kulkę, która włożył sobie do ust. Zakrztusił się zaczął
gwałtownie kaszleć lecz ciecz jaką miał
w ustach nie była podobna do niczego co do tej pory
znał, była
oleista i oblepiała wnętrze
ust jak żel lecz gdy powoli zaczęła się rozpuszczać zaspokoiła całkowicie
pragnienie zostawiając po sobie smak lekko kwaskowy o
zapachu przypominającym migdały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz