Lekkie
kołysanie łódki pchanej wiatrem napinającym
żagiel spowodowało że uniósł głowę do góry spodziewając się
zobaczyć w jakim kierunku zmierza jego pływająca ostoja lecz zamiast nieba i chmur zobaczył że dalej znajduje się pośród przemieszczających się
złoto seledynowych barw wraz z istotą pragnącą czegoś
od niego. Spokój
minął, zniechęcony
pomyślał
że ma dość,
dalej nie miał władzy
nad ciałem skrępowanym
w przemyślny sposób by dyskomfort był odczuwany jak niedogodność
nie przykre doświadczenie. Cisza, bariera kropli jaką stworzył nie istniała był całkowicie
pozbawiony ochrony własnego wnętrza lecz nie było żadnych
oznak ponownej próby zagarnięcia czegokolwiek z zapisanych w jego głowie zdarzeń czy wspomnień. Ponownie usłyszał
odgłos pociąganych
łyków jakiego płynu z jednoczesnym pluskaniem wody opadającej na kamienną podłogę, wiedział już
że to wstęp
do dalszej dziwnej konwersacji. Jednak
zamiast głosu zobaczył że seledyn ze złotem zaczynają wykonywać coraz szybsze ewolucje pozostawiając po sobie strzępy barw ułożone w obrazy, które przewijały historię jaką
znał ze swojego życia. Zobaczył swoją
historię pisaną
emocjami, obraz spowodował że łzy
spływały
mu po policzkach i nie potrafił powstrzymać uczucia żalu.
Słoniogłowy bez ruchu stał naprzeciw niego i epatował
bardzo mocnymi sygnałami, które jego gościa godziły w sam środek
miejsca, które
on sam dopiero odkrywał otrzymując impulsy dające uczucie zniewolenia i oskarżenia jak bicze
opadające na plecy winowajcy, choć nie rozumiał dlaczego przeżywa te potworności jakaś
część jego jaźni
przeżywała
spazmy rozkoszy i ten fakt go poraził. Odruch buntu nie występował jako przeciwwaga do dziwacznych doznań, szaleństwo i perwersja wywołana siłą mentalną
stworzenia dokonała w nim zmiany. Poczuł pokorę i chęć
spełnienia wszystkich potrzeb jakie będą mu wyznaczone, oferta została przyjęta. Wypełniła go pustka braku doznań
lecz potrzebował wyciszenia emocji by przygotować się, ale na co?
Raptem
krepujące go więzy
zniknęły, stanął
na miękkim, ciepłym czymś co przypominało grube mchy o bardzo elastycznych powierzchniach. Stopy
zapadły mu się
do kostek, lecz nie zwracał na to uwagi, rozejrzał się za istotą, nadal trwała w tym samym miejscu, jedyną zmianą jaką
zauważył w jej wyglądzie był uniesiony fałd czołowy odkrywający szczelinę przecinającą w pionie część głowy stworzenia między wypustkami, w której spoczywał wrzecionowaty organ wirujący wokół
własnej osi, nie mógł oderwać
oczu od tego elementu fizjonomii istoty.
Istota
zadrżała, ciemny otwór wypełnił się
poświatą
a obracający się
element osiągnął
barwę szarą,
gwałtowny ruch spowodował że fałda
leżąca swobodnie na szczycie głowy zsunęła się
na dół co wywołało kaskadę dźwięków raniących uszy obserwatora bólem. To przykre doświadczenie dało człowiekowi
pewną wiedzę,
którą odnotował i posłuszny
nakazowi bierności szybko zepchnął w zakamarki swojego skarbca wiedzy. Fałd opuszczony na wirujące
coś w otworze wyraźnie stracił elastyczność i zaczął kruszyć
się opadając
małymi płatami
pod stopy rannego stworzenia.
Człowiek przestał obserwować swojego ciemiężyciela i położył się
wygodnie na miękkiej powierzchni wypełniającej miejsce gdzie odarto go z dumy
przypisanej jego gatunkowi a on sam nieświadomy własnych możliwości
zdołał dotrzeć
do wiedzy że nie jest całkowicie bezbronny. Chwilowy triumf uspokoił rozdygotane zdarzeniami miejsce, które mieściło się gdzieś
między żołądkiem i sercem. Łagodna ciepła fala rozluźnienia przeszła od czubka głowy do palców stóp, uspokoił się i rozluźnił. Zdążył pomyśleć co może jeszcze się wydarzyć gdy poczuł potworny ból głowy, bez pardonu grzebano w jego głowie powodując odczucia plątania i wiązania zakończone nagłym uczuciem ulgi, tak komfortowa nie
czuł się
nigdy, usiadł otworzył
oczy i zawył, nie widział nic.
Odcięty od podstawowego kontaktu z rzeczywistością opadł
na podłoże, podciągnął nogi pod brodę i w pozycji embrionalnej zamarł oczekując, ale czego?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz