Otaczające go ściany zmieniały swoje barwy tracąc przyjemne satynowe odcienie na rzecz
coraz ciemniejszych odcieni pierwotnych barw, delikatne światło robiło
się coraz bardziej intensywne emanując coraz ciemniejszą czerwienią. Korytarz przypominał
tunel wycięty w żywym
organizmie, poczuł zapach, słodki zapach choć jednocześnie mający w sobie nutę zgnilizny, gwar narastał,
zaczął biec. Pędzony
pragnieniem dotarcia do czegoś co potrafił sobie wyobrazić nie zauważył że od podeszew jego butów odrywają się kawałki
posadzki po której
zmierzał znacząc
przebytą drogę
szlakiem paskudnych wżerów pozostawionych przez jego obuwie.
Pozostawione ślady zaczęły napełniać
się płynem
o złotawym odcieniu, spływając z napełnionych
wgłębień
w kierunku idącego człowieka.
Tunel lśnił
krwistą czerwienią, płynący
za nim płyn już
nie opalizował, sprawiał wrażenie żywej
istoty podążającej
za uciekającym obiektem zainteresowania. Biegł, umieszczona na czole opaska mocno zaciskała się na jego głowie powodując potworny ból, materia przyklejona do twarzy w
odczuwalny sposób
badała każdy
rys i fałd jego twarzy dodając do bólu uczucie zagrożenia wynikające z obsesyjnej obawy przed oszpeceniem. Gwałtownie chwycił za materiał, pragnąc go od siebie odsunąć, szarpnięcie nie przyniosło rezultatu. Podążająca
za nim wydzielina tunelu zaczęła wydzielać zapach, który mu się skojarzył z odorem butwiejącego drewna, przerażenie objęło go ramionami beznadziei położenia , w którym się
znalazł.
Gwałtowność uderzenia w ścianę spowodowała trzask przypominający pękający pod naporem
wody, zimą lód na rzece, jednocześnie odbił się
od niej lecz wbrew znanym prawom fizyki został
ponownie skierowany w kierunku zamkniętego przejścia. Ściana przyjęła jego ciało stopniowo wchłaniając najpierw głowę, potem całą postać. Zapadła
cisza, nagle usłyszał
za sobą uderzenie, impet był tak silny że poczuł
wgniatającą silę
na plecach i pośladkach, próbował
się obrócić
lecz substancja będąca ścianą była mocno zwarta wokół niego. Ściskany z każdej strony pomyślał
że dotarł
do kresu możliwości
jakie mu dano, gdy ukazała się
przed nim rysa w jednolitej powierzchni tymczasowego więzienia. Zarysowanie w powolnym lecz stałym ruchu zaczęło zamieniać się w pęknięcie ukazując znany seledynowo złoty motyw, wraz ze zmianą
wielkości rozsuwało się na boki pozwalając więźniowi na swobodne poruszanie się w drodze wyznaczanej przez rozsuwające się ściany korytarza, którego końca
nie było widać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz